Człowiek wkłada ogromny wysiłek, aby wciąż wymyślać coraz to nowe sposoby chodzenia na skróty i zarabiania pieniędzy. Niektórzy wierzą nawet, że motorem napędowym rozwoju cywilizacji jest lenistwo – co więcej, coś jest na rzeczy, bo tematyce tej poświęcono niejeden felieton. Obserwacja i do pewnego stopnia empiria uczą nas, że wymyślić, to jedno, a mądrze nazwać, to drugie. Na etapie nazywania rzeczy już wymyślonych wszystko zdaje się, niestety, komplikować.
Z powyższego powodu raczono nas już wszelkiej maści nazwami, które z założenia w języku miały się przyjąć, a jednak, coś w ich przypadku nie zagrało w sferze skojarzeń. Pojawiły się: „pedałowce biurowe” – nie, nie chodzi o pejoratywne określenia zwolenników sportów rowerowych, a wyłącznie o „kosze na śmieci”; „zwisy sufitowe” – „żyrandole”, aczkolwiek wyobraźnia płata tutaj speleologicznego psikusa; czy „przyłączacze obustronnie odłączane” – termin stricte „obustronnie przyłączony” do codzienności pracowników centrów danych i oznaczający „przedłużacze”. Wreszcie, dochodzimy do „współczesności najbardziej bieżącej” (czyt. „chwili obecnej”) i trafiamy na starającą się zdobyć uznanie w polskiej terminologii IT, karkołomną: „chmurę obliczeniową” wraz z jej specyficzną odmianą: „publiczną chmurą obliczeniową”. Gdzie tkwi problem? (więcej…)







