Człowiek wkłada ogromny wysiłek, aby wciąż wymyślać coraz to nowe sposoby chodzenia na skróty i zarabiania pieniędzy. Niektórzy wierzą nawet, że motorem napędowym rozwoju cywilizacji jest lenistwo – co więcej, coś jest na rzeczy, bo tematyce tej poświęcono niejeden felieton. Obserwacja i do pewnego stopnia empiria uczą nas, że wymyślić, to jedno, a mądrze nazwać, to drugie. Na etapie nazywania rzeczy już wymyślonych wszystko zdaje się, niestety, komplikować.
Z powyższego powodu raczono nas już wszelkiej maści nazwami, które z założenia w języku miały się przyjąć, a jednak, coś w ich przypadku nie zagrało w sferze skojarzeń. Pojawiły się: „pedałowce biurowe” – nie, nie chodzi o pejoratywne określenia zwolenników sportów rowerowych, a wyłącznie o „kosze na śmieci”; „zwisy sufitowe” – „żyrandole”, aczkolwiek wyobraźnia płata tutaj speleologicznego psikusa; czy „przyłączacze obustronnie odłączane” – termin stricte „obustronnie przyłączony” do codzienności pracowników centrów danych i oznaczający „przedłużacze”. Wreszcie, dochodzimy do „współczesności najbardziej bieżącej” (czyt. „chwili obecnej”) i trafiamy na starającą się zdobyć uznanie w polskiej terminologii IT, karkołomną: „chmurę obliczeniową” wraz z jej specyficzną odmianą: „publiczną chmurą obliczeniową”. Gdzie tkwi problem?
Nie każdy czuje IT. Jeden nie musi, drugi świadomie nie chce. Nie każdy jest wreszcie, mimo szczerych chęci, w stanie ogarnąć umysłem drobny niuans, że w czasie pisania tego felietonu: gdzieś daleko, za siedmioma górami, za siedmioma rzekami, za siedmioma lasami […], w krainie „publicznej chmury obliczeniowej” magiczny sprzęt IT, który w chmurze z założenia widoczny ma dla nas nie być, wykonał atomową operację: „przesunięcie arytmetyczne w prawo”, albo nawet podzielił tamto przez owamto i zrobił to niewyobrażalną ilość razy w ciągu sekundy. Zdaje się więc, że ten „obliczeniowy szczegół” nie powinien przysłaniać celu istnienia „chmur”. Przywołajmy teraz definicję z Wikipedii:
Chmura obliczeniowa – model przetwarzania oparty na użytkowaniu usług dostarczonych przez zewnętrzne organizacje. Funkcjonalność jest tu rozumiana jako usługa (dająca wartość dodaną użytkownikowi) oferowana przez dane oprogramowanie (oraz konieczną infrastrukturę). Oznacza to eliminację konieczności zakupu licencji czy konieczności instalowania i administracji oprogramowaniem. Konsument płaci za użytkowanie określonej usługi, np. za możliwość korzystania z arkusza kalkulacyjnego. Nie musi dokonywać zakupu sprzętu ani oprogramowania. [...]
„Chmura obliczeniowa” ma więc dostarczać wymaganej przez klienta usługi w żądanym czasie, zakresie, bez zbędnej i – z punktu widzenia użytkownika – kłopotliwej obudowy związanej z zakupem sprzętu, oprogramowania, licencji, szeroko rozumianych kosztów utrzymania infrastruktury etc. Ten nowy model usługowy narodził się z możliwości, jakie daje sieć komputerowa. W „chmurze obliczeniowej” można liczyć, ale samo „obliczanie” nie jest sensem istnienia chmury. Można tam także tworzyć raporty dla szefostwa, pisać felietony do gazet, czy powieści kryminalne.
Ponadto, zwróćmy uwagę, że „chmura obliczeniowa” definiowana jest przez „model przetwarzania”. Tutaj dochodzimy do sedna sprawy. Jakże bardziej trafione jest określenie „przetwarzanie” względem „obliczanie” w odniesieniu do współczesnych technologii komputerowych? Owszem, „obliczanie” jest formą „przetwarzania”, ale dane „przetwarzane” mogą być na wiele sposobów. Powstaje tylko problem terminologiczny, bo „przetwarzanie”, to angielskie „processing”. De facto jednak przyczyną wszystkich nieporozumień jest to, że angielskie „cloud computing” ma się nijak do polskiego „chmura obliczeniowa”.
Wreszcie, choć pierwotnie komputery faktycznie służyły wyłącznie do obliczeń – stąd ich obecna nazwa (od ang. „to compute” – „obliczać”), to jednak różnią się od liczydeł, suwaków logarytmicznych i kalkulatorów w sposób istotnie znaczący. Dziś, komputer, to coś więcej niż „maszyna licząca”. Komputery są wszędzie i fakt, że liczą (właściwie – przetwarzają dane), jest jakby wtórny, niezauważalny dla przeciętnego Kowalskiego czy Nowaka. Oprócz tego, że liczą, także mówią, słuchają, pozwalają pisać, czytają, grają, dostarczają rozrywki, poprawiają nasze błędy ortograficzne, pomagają komponować muzykę, retuszować zdjęcia… Sterują procesami, lądują samolotami, podtrzymują życie… Dawno temu zorientowaliśmy się, że komputer to coś więcej niż ewolucyjna forma liczydła. To medium.
A skoro tak, to czym jest „cloud computing”? Może zamiast silić się na „chmurę obliczeniową”, która ma prawo budzić konsternację, lepiej powinniśmy zacząć używać terminu: „chmura usługowa” (byłoby to dosłowne tłumaczenie angielskiego „service cloud”). Krótko mówiąc – czy nie lepiej od razu nazwać coś sensownie, aby później nie musieć brnąć w absurd z poważną miną?
Paweł Wawrzyniak








Wiele dobrze postawionych pytań:)
za dużo tych pytań, nie ogarniam ;o)
Autor przykłada zbyt dużą wagę do nazewnictwa, w końcu nie jest ważne, czy jest to „chmura obliczeniowa” czy „mgła usługowa”, ważne aby robiła dokładnie to, co powinna i nic poza tym. Problem z chmurą publiczną nie polega na nazwach ale na tym, aby była dostępna na 100% i nie robiła nic „na boku” z naszymi danymi, a tego nie możemy być pewni.
Z tym trudno sie zgodzić. Nazwa ma kluczowe znaczenie. Jest pierwszym wrażeniem i pierwszym kontaktem z klientem. W wielkich korporacjach sztab ludzi główkuje nad najciekawszą nazwą dla swojego produktu. A i tak zaliczają spektakularne wpadki. Dla przykładu: „Rolls Royce Silver Mist – koncern zmienił pierwotną nazwę modelu z Silver Mist na Silver Shadow zaraz po tym, jak okazało się, że po niemiecku „mist” oznacza „kupę gnoju, nawóz”. „Srebrna Kupa Gnoju” nie brzmiała zbyt dobrze, zwłaszcza dla ekskluzywnej limuzyny…”
Albo: „Toyota MR2 – po francusku MR2 czyta się jak „merdeux”, co oznacza… „gówniany”. Dlatego na tym rynku samochód sprzedawano jako Coupe MR. Kto chciałby jeździć sportowym autem o takiej nazwie…”
I jeszcze jeden: „Honda Fitta – w językach norweskim i szwedzkim słowo „fitta” kojarzy się z wulgarnym określeniem żeńskich narządów płciowych. Honda w porę się zorientowała i nazwała ten model Jazz, a na niektórych rynkach po prostu Fit. Podobnie jest w przypadku Mercedesa Vito. „Vito” w skandynawskich krajach brzmi podobnie jak „fitta”.”
Ale kto by się przejmował nazwą. Samochód to samochód – grunt, że jeździ.
Poza tym zaproponowana luźno nazwa „mgła” jest akurat wyjątkowo nietrafiona, bo kojarzy się ostatnio zbyt jednoznacznie. Zresztą „chmurka” zawsze jest bardziej przyjazna niż „mgła”.
Cytaty z:
http://moto.onet.pl/221999,galeria.html?node=27
fajnie to przedstawiłeś !: )
Ewentualnie „przedstawiłaś”
i dziękuję. Wybranie motoryzacyjnych przykładów miało bardziej trafić do męskiego grona odbiorców. Pozdrawiam!
to przepraszam bardzo za tą pomyłkę
oraz pozdrawiam serdecznie płeć piękną na tym serwisie
.
a tak bym dodał dwa słowa, to chyba rzadkość spotkać kobiety w DC (po za sekretarkami =)), nie wiem – bardzo rzadko się spotykałem się z panią odpowiedzialną za DC i inne kosmosy z tym związane, hm, dobry temat na felieton :->>
Coż, kobiece oko czasem się przydaje, chociażby z czysto estetycznego punktu widzenia – i to podwójnie: fajnie popatrzeć i na efekt pomysłu i na płeć piękną samą w sobie. I kobiety bardziej doceniają znaczenie słów. Czasem aż do przesady z czego często wynikają potem nieporozumienia na linii damsko-męskiej. A nad felietonem pomyślę
Droga Chmurko ! jak najbardziej zapraszamy do współpracy, tym bardziej przy autorskich artykułach, bądź felietonach
mógłbym prosić o kontakt do Ciebie ? lub napisz bezpośrednio do mnie kontakt@dcserwis.pl . Pozdrawiam Cię serdecznie !
to tym bardziej pozazdrościć czujnego oka :->
Okay. To niech mi kto powie jak czyta się po polsku „Coupe”? Niedługo dla każdego kraju będzie inna nazwa bo się komuś coś nie tak kojarzy.
chmurka zaintrygowała mnie Twoja otwartość i „przyjazność”
naprawdę brzmisz baaaardzo zachęcająco
Cała dyskusja sprowadza się do próby określenia co ma pierwszeństwo – semantyka, czy funkcjonalność; traktowane jest to w powyższych wypowiedziach z różnym stopniem powagi, ale generalnie do tego właśnie się sprowadza.
).
A moim zdaniem (zresztą już na to zwracałem uwagę) nazwa jest pochodną funkcji, nie można przystać na dyktat słowa nad czynem (czynnością, znowu semantyka
Już Słowacki pisał „niech język giętki wyrazi co wymyśli głowa”
tak więc już romantycy podkreślali, iż „nie szata czyni szympansa”
Wawrzyn postawił (zgadzam się z Wiktorem) szereg ciekawych pytań, ale w założeniu na zasadzie prowokacji i myślę, że cel osiągnął wywołując ciekawą dyskusję.
Niemniej dużo bardziej ciekawe wydają mi się jego rozważania „w tle” dotykające modelu funkcjonalnego (na co zwrócił uwagę Stass)
Chmurko – po mojemu nieważne jak elegancko i chwytliwie zapakowany jest chiński zegarek noszący nazwę Patek, ponieważ nigdy nie będzie działał tak jak niedościgniony wzór.
Nazwa to element opakowania, które może ew. przyciągnąć potencjalnego klienta, ale tak jak napisał stefan, znacznie ważniejsze jest niezawodne działanie zegarka, niż jego opakowanie. Nazwy mogą pomóc w sprzedaży produktów, co jest niewątpliwie bardzo ważne, ale nie mają zadnego wpływu na ich funkcjonowanie. Producenci samochodów zmieniali nazwy modeli w różnych krajach tylko dlatego, że się źle sprzedawały, a nie dlatego że źle działały.
No dobra, dyskusja chyba zbacza trochę nie w tym kierunku co trzeba.Jasne, ze nazwa nie ma wpływu na funcjonowanie. Ale ma wpływa na to jak produkt jest postrzegany.
). Ale same komputery nie są już tylko maszynami liczącymi, ale przetwarzającymi. Trzeba wybrnąc wreszcie z tego błędnego koła i nazwać coś sensownie.
A teraz do konkretów, bo temat sie rozmywa troche.
Nazwa musi bys trafiona, po to, żeby naprawdę dotrzeć do wszystkich zainteresowanych usługą. I nie chodzi o to czy ma to być wyraz „chmura”, „obłok”, „mgła” zy „strefa”. Chodzi o tą drugą część nazwy. Bo określenie „obliczeniowa” jest wyjątkowo nietrafione. Nie przesadzajmy z udowadnianiem, że informatyka=mateMatyka. To zamierzchłe czasy, w Polsce niestety ciągle bardzo zakorzenione. Dlaczego „języki programowania” to „języki” a nie „schematy” albo „wzory”? Sama nazwa „komputer” jest jak najbardziej używana powszechnie na świecie (poza Francją
I nie można też tłumaczyć wprost z angielskiego. Bo to samo słowo, że mieć szersze znaczenie w jednym języku a węższe w drugim.
A jak jest np. z tłumaczeniami zagranicznych tytułów filmów? Nie warto się silić na tłumaczenie wprost, czasem warto dopasować tytuł do odbiorców.
Nie można używać języka byle jak.
Jestem za „chmurą usługową” albo jakimś sprytnym skompresowaniem określenia „przetwarzanie w chmurze”. No, i tyle. Może warto się grupowo wysilić i wymyśleć fajną nazwę, zamiast brnąć gdzieś naokoło?
A może „przetwarzanie w obłokach” od „bujanie w obłokach” jak sugeruje tytuł?
Moim zdaniem teraz to już za późno na tegp typu rozważania. Brzmi głupio, ale większość już używa chmury obliczeniowej. To tak jak z gadu gadu – wszyscy wiedzą, że jest złe i niedobre, ale i tak będzie dalej używane.
Gadu Gadu to była świetna nazwa dla średniego produktu. Dokładnie na odwrót. A poza tym to GG zdaje się tracić rynek.
Myślę, że nie zrozumiałeś o co mi chodzi. Nie o pozycję rynkową i ‘fajność’ nazwy, tylko o użyteczność. GG jest używane, bo wszyscy go używają. Tak samo nazwy ‘chmura obliczeniowa’. Tak się przyjęło i koniec.
Może nie skumałem, ale to tak nie działa, że się przyjęło i koniec. Za chwilę przyjmie się coś innego jak tylko marketingowcy skumają się, że ten termin strzela im tęgiego gola w wyniki finansowe. A strzela bardzo mocno. W końcu „GG” to jest „gadu gadu”. Kojarzy się z gadaniem w 100%. Idealna nazwa na komunikator, który stał się popularny a był średni. Gdyby nazywał się „PP” od „policz policz” to by była totalna lipa, bo ludzie chcieli gadać a nie liczyć i na nic byłoby tłumaczenie że to świetna nazwa, która się przyjęła i koniec. Dlatego „gadu gadu” zjadło „wp kontakt”, „tlen” i inne nie kojarzące się z gadaniem komunikatory bo wybór był prosty: chcę gadać to „gadu-gadu”. Tak samo jest z „chmurą obliczeniową”, której nazwa na 100% powoli zacznie się zmieniać bo wątpie, że ludzie będą chcieli się tym interesować. Zgadzam się z teoriami wynikającymi z powyższego artykułu. Czas na mądrą zmianę.
No fakt, gadu-gadu było trafnie nazwane i dlatego wykosiło konkurentów. Co do skrótu PP to mi sie skojarzyło z pitu-pitu
). A wracajać do tematu, może „eter usługowy”? Nazwa MUSI być fajna i chwytliwa, bo wtedy lepiej sie sprzeda. A o to chodzi w biznesie. Hot Spot, czy Wi-Fi to fajne nazwy. A może nie warto w ogóle silić się na tłumaczenie i zostawić oryginalna nazwę? A może poczekamy na jakiś fajny skrót, który się przyjmie na całym świecie?
Dobra nazwa to istatny punkt zaczepienia. I nazwa „chmura obliczeniowa” wcale nie jest przesądzona. Zobaczymy co „chwyci” jak się spopularyzuje. Ludzie mają swoje skojarzenia i moga dokonać małej rewolucji – znów odwołam się do motoryzacji – Fiata 126p w końcu też oficjanie nazwano „Maluchem”(„Kaszlak” by już głupio wyglądało
pytanie, [ jak już ktoś bądź my założymy jakąś konkretną nazwę ] jak ją wpleść w życie i użytkowanie skoro część firm już używa słowa ‘ chmura obliczeniowa ‘ ?
To jest właśnie ten problem, który postawiłem. Moim zdaniem odwrotu nie ma – mimo, że faktycznie brzmi dupowato.
Zgadzam się, siła naszego forum jest chyba zbyt nikła w stosunku do drugiej strony mocy ażeby móc kreować rzeczywistość.
.
Dlatego też mimo niezwykle stymulującego do myślenia felietonu (dzięki Wawrzyn) pewnie nie wygra żadna wykuta tutaj nowa nazwa.
I zapewne nie ma się co silić na polskie przekłady, bo tak jak interface może to być po prostu niebezpieczne