Komu energia, komu? Bo idę do domu…
Niedawno, firma Google stworzyła spółkę zależną, która odpowiedzialna będzie za kupno i sprzedaż energii na wolnym rynku. Nowa taktyka ma pomóc korporacji osiągnąć założone cele, jeśli chodzi o redukcję poziomu emisji CO2 i umożliwić zdobycie energii pochodzącej ze źródeł odnawialnych. Zaskoczeni? Najwyraźniej energią można handlować na podobnych zasadach, jak handluje się dowolnymi innymi dobrami (np. na giełdzie lub poprzez brokera). Niestety, nie znamy szczegółów tego obrotu, ale możemy domniemywać, że przynajmniej częściowo musi on mieć wymiar wirtualny (tak przynajmniej wygląda to w przypadku handlu emisjami CO2). Przecież energia to nie banany, prawda? Chociaż… Jeżeli da się zarobić, to mogą być i banany – że pozwolimy sobie zażartować.
Obecnie niewiele wiadomo na temat tego, jak i po co Google Energy – tak nazwano nową spółkę – zamierza handlować energią. Zgodnie z prawem obowiązującym w USA, spółka Google Energy wystąpiła już do Federalnej Komisji Regulacji Energii (ang. Federal Energy Regulatory Commission, FERC) o pozwolenie na handel na rynkach związanych z energetyką. Cała sprawa jest wciąż bardzo świeża i raczej dopiero zapowiada coś, czym Google może nas zaskoczyć. Z daleka czuć, że coś jest na rzeczy. Dlatego warto się przyglądać posunięciom Google Energy – z pewnością jeszcze nie raz usłyszymy o tej inicjatywie. Skupmy się więc na tym, co wiemy i pozwólmy sobie na odrobinę spekulacji.
Google na razie nie zdradza szczegółów, w jaki sposób zamierza wykorzystywać energię, którą będzie w stanie wygenerować lub zakupić, ale można przypuszczać, że podstawowym powodem zainteresowania się rynkiem energetyki jest rozległa, światowa sieć centrów danych należących do firmy. Być może to właśnie te ośrodki mają być głównym odbiorcą usług świadczonych przez Google Energy? Nie trudno sobie wyobrazić, że koszty związane z zasilaniem wszystkich centrów danych muszą być podstawowym motywatorem działań, mającym na celu ich obniżenie i odnalezienie ewentualnej alternatywy.
Wszystko wskazuje też na to, że firma Google jest poważnie zainteresowana pozyskiwaniem i produkcją energii z niekonwencjonalnych źródeł lub w sposób całkowicie innowacyjny. Wystarczy przypomnieć, że dotychczas firma Google bardzo mocno angażowała się we wszelkie działania związane z – szeroko pojmowaną – tzw. efektywnością energetyczną, zarówno w kwestii projektowania jak i utrzymywania swoich data center. Ponadto, inwestowała w pozyskiwanie energii ze źródeł odnawialnych, głównie poprzez swoją gałąź o charakterze non-profit: Google.org. Wokół Google szykuje się więc coś ciekawego. Za takimi działaniami zwyczajnie musi kryć się większa sprawa.
Innowacje, na których możemy skorzystać
Pod koniec lat 90-tych firma Google zrewolucjonizowała rynek wyszukiwarek internetowych i całkowicie go zdominowała, a na początku XXI wieku jako jedna z pierwszych firm oferowała naprawdę dobre rozwiązania w zakresie poczty elektronicznej i… Całą paletę rozwiązań o bardzo innowacyjnym charakterze właściwie w każdej dziedzinie, jaką można sobie wyobrazić, a która jest powiązana z Internetem i nowoczesnym IT (dość wspomnieć o takich przedsięwzięciach jak przeglądarka Chrome i system operacyjny ChromeOS, jeżeli wziąć pod uwagę doniesienia prasowe z ostatnich kilkunastu miesięcy). Bez wątpienia Internet i związane z nim usługi, jak ostatnio modne cloud computing, to podstawowy rynek dla Google. To także pole do popisu, jeżeli chodzi o innowacje, na którym firma odnosi spektakularne sukcesu od samego początku istnienia.
Mimo to warto mieć na uwadze, że – przynajmniej na polu usług internetowych – nie wszystkie innowacyjne pomysły Google okazały się jednocześnie intratne. Doskonałym przykładem może być serwis YouTube, który bez wątpienia zrewolucjonizował nasze myślenie o sieci web, a także dał nam możliwość wzbogacania treści w Internecie (większość serwisów internetowych, także DCSerwis.pl, korzysta z osadzania filmów opublikowanych na YouTube). Problem w tym, że YouTube na siebie nie zarabia – jeżeli wierzyć doniesieniom, które co jakiś czas pojawiają się w sieci – a ponadto jest źródłem sporej liczby problemów związanych z ochroną praw autorskich. Innowacyjność nie musi więc oznaczać zyskowności – wiąże się także z ryzykiem. Zdaje się jednak, że czasami warto podejmować ryzyko, a w przypadku takiego gracza jak Google, możemy być pewni, iż ryzyko zostało na pewno prawidłowo oszacowane.
W poszukiwaniu nowych wyzwań
Do tej pory dziedziną dominacji Google był Internet. To tutaj pojawiały się wszelkie innowacyjne propozycje, którym poświęca się najwięcej uwagi. Skąd więc zainteresowanie energetyką? Czemu jest ono tak duże, że zdecydowano się powołać do życia dedykowaną spółkę Google Energy? Wiadomo, chodzi o pieniądze, ale to odpowiedź uniwersalna i bardzo ogólna. Podstawowa przyczyna takich działań zdaje się leżeć w fakcie, że nie ma mowy o Internecie, jeżeli nie oprzemy się na solidnej infrastrukturze fizycznej. A ta musi kosztować. W końcu wirtualizacja zasobów i cloud computing (bez względu na wszelkie zalety i zapewnienia o oszczędzaniu energii) wymagają tego, aby gdzieś umieścić fizyczne serwery, energożerne bestie, które zjedzą wszystko, co tylko wpadnie do ich gardeł… Od strony zasilaczy, oczywiście. A to przecież i tak nie jest najgorszy gatunek stworów hodowanych w centrach danych. Sam klasyczny system klimatyzacji jest w stanie wygenerować koszta stanowiące od 40% do 60% całkowitego kosztu utrzymania infrastruktury data center. Stąd też potrzeba szukania oszczędnych i innowacyjnych rozwiązań – to właśnie główny motor napędzający ogólnoświatową modę na ekologię.

Koszta utrzymania data center według firmy NVidia – jak widać, koszta chłodzenia – jeżeli chodzi o zużycie energii elektrycznej – zamykają się w zakresie 40%-60% całkowitego kosztu posiadania (ang. Total Cost of Ownership, TCO). To właśnie tutaj warto szukać wszelkich oszczędności
Być może więc firma Google nie tylko przejęła się modą na „zielone” rozwiązania, ale także zamierza zostać liderem w tej dziedzinie. Jeżeli przy okazji uda się jej więcej „zielonych” (czyt. „dolarów”) zachować dla siebie, to… Co w tym złego? W końcu po to prowadzi się biznes, żeby zarabiać. Temu powinny służyć wszelkie innowacje, nawet jeśli pierwotnie wydają się być kosztowne. Pamiętajmy jedynie, że innowacje nie zawsze muszą być oznaką rewolucyjnych zmian. Nie oczekujmy zbyt wiele od Google, przynajmniej na początku, ale obserwujmy i wyciągajmy wnioski.
Wspierając innowacyjność innych, budujesz kapitał, z którego sam będziesz mógł skorzystać
Jedną z najbardziej spektakularnych inwestycji Google było dofinansowanie badań nad systemami produkcji energii elektrycznej, które wykorzystują ciepło słoneczne do wytwarzania pary wodnej, używanej z kolei do napędzania turbin parowych zasilających generatory mocy. Dwa lata temu (styczeń 2008 roku) Google przekazało na ten cel kwotę 10 milionów dolarów firmie eSolar, która pracuje nad umożliwieniem wykorzystania wspomnianej metody do produkcji energii elektrycznej na skalę użytkową. Ogólną ideę działania systemu opracowanego przez eSolar przedstawia poniższy film (materiał w języku angielskim).
Powyższy film prezentuje pierwszą elektrownię typu CSP (ang. Concentrated Solar Power), która została stworzona przez firmę eSolar. Przedstawiono w nim także zasadę działania systemu eSolar. Trzeba przyznać, że Google naprawdę zainwestowało w ekologiczną i innowacyjną technologię. A co postanowi wziąć w zamian?
Firma eSolar proponuje całkowicie inne podejście, niż klasyczna metoda polegająca na bezpośredniej konwersji energii słonecznej na elektryczną za pomocą paneli słonecznych. Natomiast, to co decyduje o atrakcyjności tej metody, to fakt, że system eSolar może być skalowany w zakresie mocy od 25MW do ponad 500MW przy zachowaniu cen energii, które wciąż pozostają konkurencyjne w stosunku do oferty elektrowni pracujących w oparciu o tradycyjne paliwa. Dodatkowo, firma eSolar zamierza opracować modularną elektrownię słoneczno-cieplną (ang. solar-thermal) według własnego pomysłu, która będzie mogła być skalowana w zależności od rosnących potrzeb za pomocą przyrostów po 25MW. Tylko zgódźmy się, że sam pomysł nie jest nowy i znany jest w wielu dziedzinach techniki od lat. Najwyraźniej w świecie techniki do pewnych działań musimy dojrzeć.
Geotermalne oszczędności, czyli pieniądze leżą pod ziemią
Guru i orędownik idei „zielonej energii”, Bill Weihl, zatrudniony w Google, twierdzi, że firma opracowała technologię, dzięki której jest w stanie przyspieszyć prace nad wykorzystaniem energii słoneczno-cieplnej (ang. thermal-solar) na skalę użytkową w przemyśle. Ale to nie koniec rewelacji. Firma Google, co potwierdza ten sam Bill Weihl, zamierza także pozyskiwać energię ze źródeł geotermalnych. Na razie nie znamy szczegółów, jak miało by to wyglądać, ale znów trudno nie odnieść wrażenia, że szuka się alternatywnych metod zasilania centrów danych. Tym bardziej, że eksperymenty na tym polu prowadzi nie tylko Google.
Innymi przykładami „myślenia o alternatywach” w celu redukcji kosztów, chociaż w tym wypadku związanych z utrzymaniem systemów chłodniczych i grzewczych mogą być dwa inne ośrodki przetwarzania na terenie USA. Pierwszy, należący do ACT (ang. American College Testing) i znajdujący się w Iowa City (ośrodek ten posiada certyfikaję LEED – ang. Leadership in Energy and Environmental Design – na poziomie Platinum), korzysta z podziemnego zamkniętego systemu rur do wychładzania czynnika chłodniczego. Podobną koncepcję, jeżeli chodzi o system chłodzenia, wykorzystywać ma data center Praire Bunkers LLC, które tworzone jest niedaleko Hastings, w stanie Nebraska, w byłych podziemnych składach amunicji z II wojny światowej. W przypadku tego ośrodka, szacuje się, że średnia temperatura ziemi, wynosząca w tym rejonie około 12 stopni Celsjusza, powinna umożliwić stworzenie systemu chłodzenia, który pozwoli zredukować całkowity koszt zużycia energii elektrycznej nawet o 30%.
Na podstawie:
http://www.datacenterknowledge.com/







